Ekorol inwestuje w Durst Tau 340 RSC E
29 maj 2026 08:00

Są firmy, które kupują maszyny, gdy muszą. Inne robią to, kiedy są gotowe. Ekorol należy do tej drugiej grupy. Proces decyzyjny trwał pewien czas, a analiza była drobiazgowa. Po instalacji Durst Tau 340 RSCe dyrektor handlowy Piotr Modzelewski mówi jedno zdanie, które dobrze podsumowuje całą tę historię: „Gdybyśmy zdecydowali się wcześniej, bylibyśmy dziś dużo dalej."

Od lewej: Wojciech Talarek, LFP Industrial Solutions, Piotr Modzelewski – dyrektor handlowy EKOROL, Stanisław Janicki- założyciel firmy, Izabela Modzelewska – prezes EKOROL).

Garaż, sitodruk i zgoda wyrwana z systemu

Historia Ekorolu zaczyna się w 1988 roku. Stanisław Janicki, założyciel firmy, dziś wciąż obecny w codziennym życiu zakładu, chciał uruchomić działalność poligraficzną w czasach, gdy wymagało to specjalnych zezwoleń. Odmówiono mu. Powód? Zużyje papier przeznaczony dla dziennika „Trybuna Ludu” oraz zabierze ze sobą pracowników, których i tak brakowało na rynku.

Finalnie otrzymał zgodę i produkcja ruszyła w garażu. Sitodruk, proste realizacje, rynek, który chłonął wszystko. Ale Ekorol od początku nie był zwykłą drukarnią.

Gdy brakowało narzędzi, Stanisław Janicki - z wykształcenia technolog - konstruował je sam. Maszyna do zgrzewania opakowań, którą zbudował własnymi rękoma, była wtedy jedynym dostępnym rozwiązaniem. Pierwsze maszyny offsetowe zostały kupione z Danii i Austrii. Następnie przyszedł czas na rolową maszynę do druku opakowań - również z Danii.

Rozładunek, montaż - wszystko odbywało się własnymi siłami. Jedna z maszyn wymagała wykopania dołu w ziemi, żeby w ogóle dało się ją zdjąć z przyczepki i wprowadzić na miejsce.

W 2001 roku powstała nowa hala o powierzchni 2000 m2. Już wtedy firma drukowała dla odbiorców, których obsługuje do dzisiaj: etykiety samoprzylepne, opakowania dla branży spożywczej, chemicznej, przyprawy i zioła.

Dwa pokolenia. Jedna filozofia

Izabela Modzelewska, dziś prezes Ekorolu, przez lata robiła karierę naukową w obszarze materiałów papierniczych i poligrafii. Do rodzinnej firmy wchodziła stopniowo i świadomie. Mówi, że z drukiem była związana od zawsze: jako mała dziewczynka zauroczyła ją maszyna kserograficzna - odbijała na niej wszystko, co tylko się dało.

Piotr Modzelewski, jej mąż, zaczynał w Ekorolu jako grafik. Dziś zarządza działem handlowym i myśli o firmie w kategoriach, które jasno wskazują kierunek: portfel klientów, struktura zleceń, możliwości produkcyjne i efektywność.

Trzy perspektywy: Stanisław, Izabela, Piotr, jedno podejście do decyzji. Żadnych pochopnych ruchów.

Dlaczego cyfra. I dlaczego nie wcześniej

Ekorol zobaczył cyfrową maszynę Durst po raz pierwszy przed 5-6 laty, podczas targów Label Expo. Już wtedy firmowi decydenci zdawali sobie sprawę, że cyfryzacja to to kierunek, w którym będzie podążała znaczna część rynku – wymagającego coraz krótszych serii, szybszego reagowania. Czyli większej elastyczności.

Pierwszą cyfrową inwestycją była maszyna z Japonii. Przyjechała do Ekorolu w momencie, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa. Inżynier, który miał ją instalować, wrócił do pracy znacznie później. Do tego czasu uruchamiali ją samodzielnie, nabierając doświadczenia i odkrywając zalety nowej technologii.

Gdy firma zaczęła dojrzewać do kolejnej inwestycji, wrócili do Durst’a.

Przez cały proces analizowali również hybrydy, inne rozwiązania cyfrowe, porównywali dokładnie koszty. I właśnie tu padł argument, który Piotr podkreśla dziś wyraźnie: „W druku fleksograficznym pozornie niski koszt zlecenia weryfikuje się w momencie, gdy doliczymy formę drukową (polimer), którego przygotowanie kosztuje i wymaga czasu. Przy krótkich nakładach zamawianych przez klientów cyfra wygrywa nawet tam, gdzie flekso wydaje się poznornie tańsze.”

Wybór padł na Durst TAU 340 RSCe. Na szybkość, jakość druku, prostą obsługę – bingo.

To, co zrobił inny klient Dursta i co zrobiło LFP

Zanim Ekorol podpisał umowę, przegadał temat z inną drukarnią, która pracuje na systemie Durst. Takie rozmowy są w branży bezcenne, żaden materiał marketingowy nie zastąpi szczerej rozmowy z kimś, kto już przeszedł tę drogę. Opinia była jednoznaczna.

Ale równie ważne było to, co Ekorol oglądał przez lata kontaktu z LFP Industrial Solutions. Wojciech Talarek, odpowiadający za segment label, towarzyszył temu procesowi od momentu, gdy zainteresowanie Durstem zaczęło nabierać realnych kształtów. „Wojtek ma moc przekonywania" - pada podczas rozmowy, a po chwili coś jeszcze ważniejszego: że ta moc nie bierze się z handlowego zacięcia, tylko z tego, że był dostępny, szczery i mówił o maszynie tak samo przed zakupem, jak i po nim. To jest różnica między handlowcem a partnerem.

Samo wdrożenie maszyny przebiegło spokojnie.

Oleh Maievskyi, inżynier serwisu z LFP Industrial Solutions, przeprowadził instalacje krok po kroku, przekazując niezbędną wiedzę operatorom. Szybki przepływ informacji, szybka reakcja, poczucie kontroli przez cały proces. Po doświadczeniu z japońską maszyną, którą uruchamiali sami przez dwa miesiące, to właśnie ta kontrola miała największe znaczenie.

„W LFP zawsze ktoś odbierze telefon. I nie czujemy się jak klient, który już swoje kupił. Czujemy się jak ktoś, kto jest mile widziany, bo ta relacja nie kończy się po podpisaniu odbioru."

Miesiąc później. I już widać

Durst Tau 340 RSCe pracuje od połowy marca, mimo że na maszynę trafia jeszcze stosunkowo niewielka część zleceń, zmiana jest już wyraźna - produkcja przyspieszyła dwukrotnie. Cały cykl, od wyceny po realizację, skrócił się znacząco. Na horyzoncie pojawiają się zlecenia, których wcześniej Ekorol nie mógł w ogóle przyjąć.

„Maszyna drukuje tak szybko, że graficy nie nadążają" - mówi Piotr Modzelewski. Pół żartem. Ale tylko pół.

Plan na kolejne miesiące jest jasny: stopniowo przenosić małe i średnie serie z flekso na TAU, żeby odciążyć park maszynowy. A jako kolejny krok: rozbudować go tak, żeby nadążał za nowym tempem produkcji.

Decyzja, która ustawia przyszłość

Ekorol nie jest firmą, która zmienia technologię pod wpływem impulsu. Buduje swoją pozycję od 38 lat - krok po kroku, własnym sumptem, z głową. Ta sama filozofia, która kazała Stanisławowi samemu montować maszyny sprowadzane z Danii, dziś widoczna jest w tym, jak Izabela i Piotr podchodzą do każdej inwestycji: z pełną świadomością konsekwencji i gotowością na to, co przyniesie.

Durst TAU 340 RSCe jest kolejnym krokiem. Przemyślanym, dojrzałym potwierdzonym przez rynek, przez innych użytkowników i przez lata kontaktu z partnerem, któremu ufają.

I jak sami mówią: jedyne, czego żałują, to że ten krok mogli zrobić wcześniej.

Opracowano na podstawie informacji LFP Industrial Solutions