Drukarnia etykietowa FANO świętuje w tym roku jubileusz czterdziestolecia istnienia, łącząc obchody okrągłej rocznicy z oficjalnym otwarciem nowej, zaawansowanej technologicznie siedziby w Wólce Radzymińskiej. Bolesław Jasinowicz, jej właściciel, opowiada o trwającym trzy dekady procesie udanej sukcesji pokoleniowej oraz o strategicznych planach dalszego wzmacniania jej pozycji: w Polsce i w Europie.
Tegorocznym obchodom okrągłego jubileuszu FANO towarzyszyła uroczysta gala, odbywająca się równolegle z kwietniowymi targami Warsaw Pack. Jak udało się świętowanie 40-lecia Pańskiej firmy?
Bolesław Jasinowicz: Rzeczywiście, okrągła rocznica przypada właśnie teraz, bo mój ojciec, Janusz Jasinowicz, założył firmę w sierpniu 1985 r. Przez cały ubiegły rok komunikowaliśmy nasz jubileusz w mediach społecznościowych, podczas targów czy w codziennej korespondencji mailowej z naszymi klientami i partnerami.
Uroczystości jubileuszowe zaplanowaliśmy na kwiecień, aby połączyć je z prezentacją naszej ostatniej inwestycji i otwarciem nowej siedziby w Wólce Radzymińskiej. Na tym wydarzeniu mieliśmy przyjemność spotkać się z wieloma znakomitymi gośćmi. Wśród zaproszonych znaleźli się oczywiście nasi pracownicy, klienci, partnerzy biznesowi oraz wielu przyjaciół. Uroczysta kolacja odbyła się w Hotelu Warszawianka w Jachrance, podczas której przybyli goście mogli obejrzeć pamiątkowy film o historii naszej firmy, a także galerię starych zdjęć i historycznych produktów – takich jak stare etykiety na ocet czy gry planszowe Puchar Europy – oraz wiele innych pamiątek związanych z firmą od początku jej powstania. Wieczór poprowadził wybitnie rozrywkowo Robert Jarek, a swoim występem oczarowała wszystkich Natasza Urbańska. Muszę przyznać, że to była wyjątkowo udana noc.
Jakie to uczucie zarządzać przedsiębiorstwem z tak bogatą historią? Jak z Pana perspektywy zmieniała się definicja „rodzinnego biznesu” na przestrzeni tych czterech dekad?
Bolesław Jasinowicz: Współczesna definicja rodzinnego biznesu pozostanie niezmienna: to firma, w której własność i kontrola zarządcza należą do członków rodziny. Z pewnością zmieniły się za to i możliwości, i oczekiwania rynku oraz klientów, a w szczególności pracowników należących do nowego pokolenia. To, co było dopuszczalne trzy, cztery dekady temu, dziś już nie ma prawa bytu. Przez te cztery dekady wielu założycieli firm rodzinnych osiągnęło już dojrzały wiek i – choć mają bogate doświadczenie, często odnieśli sukces i są przekonani o swojej nieomylności – nie zawsze potrafią dostosować się do nowych warunków i zrozumieć dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość. Tutaj z pomocą przychodzi zmiana pokoleniowa. Niestety, wiele rodzinnych firm dotyka problem sukcesji, a właściwie jej braku. Mogę powiedzieć, że w naszej rodzinnej firmie FANO proces sukcesji trwał trzy dekady i miał bezpośredni związek z wieloletnią chorobą, a w konsekwencji śmiercią mojego ojca.
Miałem możliwość dołączyć do zespołu FANO jeszcze w trakcie moich studiów na kierunku zarządzania i marketingu, a było to niemalże 30 lat temu. Okres mojej działalności podzieliłbym na trzy główne etapy. W pierwszym poznawałem specyfikę pracy na różnych stanowiskach: od kierowcy rozwożącego produkty do klientów w całej Polsce, przez przedstawiciela handlowego dbającego o właściwe z nimi relacje, po dyrektora działu handlowego. W tym czasie wiele się uczyłem, a wiodącą rolę w tym procesie odgrywał mój ojciec.
Poznawszy bardzo dobrze oczekiwania klientów oraz kierunki rozwoju konkurencyjnych polskich firm, zyskałem realny wpływ na podejmowane decyzje dotyczące zakupu nowych maszyn, wdrażania systemów jakości czy wprowadzania wspomagających produkcję rozwiązań, takich jak color management, kuchnia farbowa czy zintegrowany system informatyczny. Ten drugi etap charakteryzował się rozwojem w określonym kierunku.
W wyniku zdarzeń losowych i choroby mojego ojca od blisko 10 lat jestem odpowiedzialny za zarządzanie naszą rodzinną firmą i coraz większym zespołem ludzi. Jesteśmy przykładem klasycznej sukcesji, gdzie na bazie fundamentów postawionych przez pierwsze pokolenie udało się przejąć obowiązki i rozwinąć firmę, wprowadzając nowe technologie, a ostatnio przenieść działalność do zupełnie nowego zakładu zaprojektowanego i wybudowanego od zera.
Przez cztery dekady wypracowaliście pozycję rzetelnego dostawcy z niezawodnym zespołem specjalistów i nowoczesnymi rozwiązaniami sprzętowymi. Co w strukturze nowoczesnej drukarni etykietowej stanowi dziś największą siłę napędową: zaawansowany park maszynowy czy unikalne kompetencje ludzi?
Bolesław Jasinowicz: Zawsze uważałem, że firma to ludzie, i dlatego staram się każdego zrozumieć, szanować i zapewniać możliwie najlepsze warunki współpracy, tak aby nasi pracownicy z chęcią przychodzili do pracy i wykonywali swoje obowiązki możliwie jak najlepiej. Staramy się podnosić kompetencje naszych pracowników. Choć w ostatnim czasie, gdy budowaliśmy nową siedzibę, nieco to zaniedbaliśmy, to niebawem planujemy rozpocząć szkolenia i ćwiczenia, które poprawią organizację procesów i umocnią poczucie wspólnoty naszego zespołu. Równie ważne są oczywiście maszyny i dodatkowe wyposażenie. To dlatego tak długo odkładaliśmy budowę nowego zakładu, skupiając się na instalacji nowych maszyn, wprowadzaniu nowych produktów i standaryzacji procesów. Nasz Dział Utrzymania Ruchu prowadzi plan przeglądów maszyn i urządzeń oraz dba o to, aby wszystkie działały prawidłowo.
Wspomniał Pan o przenosinach do nowej siedziby. Proszę o garść szczegółów na ten temat. Jak przebiega proces alokacji ludzi i sprzętu? Jakimi zaletami, prócz przestrzeni, będzie cechować się nowe miejsce pracy?
Bolesław Jasinowicz: Budowa nowego zakładu to zawsze duże wyzwanie, ale jednocześnie bardzo inspirujące i motywujące zadanie. Projektując go, musimy zmierzyć się z wieloma dylematami na wielu płaszczyznach i szukać optymalnych kompromisów. W świetle dzisiejszego prawa nowo projektowany obiekt musi spełniać wiele rygorystycznych przepisów, przez co znacząco rosną koszty budowy i wyposażenia w instalacje techniczne.
Prace nad naszym projektem rozpoczęliśmy niemal dekadę temu, ale z różnych przyczyn przesuwaliśmy jego realizację na później. Kiedy już w 2021 r. uzyskaliśmy pozwolenie na budowę, przyszła pandemia COVID-19 i towarzyszące jej zawirowania w łańcuchach dostaw, a w dodatku wybuchła wojna w Ukrainie. Budowę rozpoczęliśmy w czerwcu 2024 r. i zakończyliśmy ją półtora roku później. Po licznych kontrolach i uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie, w kwietniu 2026 roku przenieśliśmy się do nowej siedziby.
Sama budowa nie była szczególnie dużym wyzwaniem, za to planowanie przenosin i same przenosiny niosły wiele obaw i potencjalnych problemów. Ostatecznie proces ten przebiegł bardzo sprawnie dzięki zaangażowaniu całego zespołu FANO, dobrej organizacji oraz wsparciu naszego partnera, firmy Mark Andy, który bardzo sprawnie zdemontował i zainstalował w nowym miejscu większość maszyn drukujących.
Nowy obiekt spełnia najnowsze wymagania projektowe i zapewnia właściwe warunki produkcji etykiet i opakowań dla wszystkich naszych klientów. Został wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, takie jak centrale wentylacyjne, śluzy wejść na halę produkcyjną, system ograniczonego dostępu czy zawansowana sieć komputerowa i telefoniczna.
Porozmawiajmy o parku maszynowym, i to bardziej o planowanym niż obecnym (o tym ostatnim można przeczytać w innym, niedawnym wywiadzie). Wspomniał Pan w nim, że zamierzacie silniej wkroczyć w obszar produkcji cyfrowej, a także wypełnić wymogi standardu BRC Food Packaging.
Bolesław Jasinowicz: Od wielu lat przyglądamy się rynkowi etykiet i opakowań, starając się dostosować naszą ofertę do nowych wymagań. Osiągnęliśmy najwyższą jakość druku w technologii fleksograficznej; wszystkie prace drukujemy w liniaturze HD FLEXO 200 lpi. Możemy uszlachetniać druk dodatkowymi rozwiązaniami, takimi jak cold- i hot-stamping, tłoczenia, sitodruk rotacyjny i wieloma innymi. Widzimy coraz większą tendencję do wprowadzania zmian i zmniejszania nakładów, przy jednoczesnym podnoszeniu jakości i prędkości druku maszyn cyfrowych. Naturalnym kierunkiem staje się zatem inwestycja w maszynę cyfrową. Obecnie, z większą ilością miejsca do dyspozycji, podjęliśmy decyzję o zakupie maszyny drukującej w technologii cyfrowej. W niedługim czasie nasza oferta poszerzy się więc o nowe technologie.
Jeśli chodzi o system zarządzania jakością BRC Food Packaging, aktualnie jesteśmy na etapie jego wdrażania. Dokumentacja została opracowana jeszcze w zeszłym roku w starej siedzibie, ale z uwagi na zmianę lokalizacji musieliśmy wstrzymać się z wdrożeniem i planujemy certyfikację jeszcze w tym roku.
Posiadanie międzynarodowego certyfikatu bezpieczeństwa żywności to klucz do współpracy z globalnymi markami. Czy otwarcie fabryki w tym standardzie pozwoli FANO na mocniejsze wyjście z ofertą np. na rynki zagraniczne?
Bolesław Jasinowicz: Obecnie większość produkcji trafia do średnich i dużych odbiorców na krajowym rynku, ale jej część eksportujemy również na rynki zagraniczne, głównie do Niemiec, Belgii, Holandii, Szwecji, Czech czy Austrii. Wprowadzenie nowych technologii i systemu jakości z pewnością umocni naszą pozycję na rynku krajowym, a dodatkowo pozytywnie wpłynie na wzrost eksportu.
Chętnie realizujecie trudne zlecenia, takie jak laminaty saszetkowe czy opakowania typu shrink sleeve. Który z tych segmentów wykazuje obecnie największy potencjał wzrostu i jak zamierzacie zaspokajać oczekiwania klientów w kwestii ekologicznych, zrównoważonych podłoży?
Bolesław Jasinowicz: Specjalizujemy się w produkcji etykiet samoprzylepnych, często wysoko przetworzonych, laminatów saszetkowych i opakowań typu shrink sleeve, ale w naszej ofercie można znaleźć również etykiety zrywalne (peel-off) i folie BOPP. Koncentrujemy się na tych trzech wiodących produktach, ale nie chciałbym zdradzać więcej szczegółów.
Dziś wdrażamy nowe rozwiązania i materiały ekologiczne zgodne z nowymi przepisami prawnymi (np. rozporządzeniem PPWR) oraz obostrzeniami (choćby tymi dotyczącymi zakazu użycia substancji PFAS, tzw. PFAS Free). W naszej ofercie występuje coraz więcej takich materiałów, certyfikowanych i mających świadectwa przeprowadzonych badań.
Naszą rozmowę zaczęliśmy od wspomnień i nimi ją zakończmy. Jak z Pana punktu widzenia przez ostatnie 40 lat zmienił się rynek opakowań giętkich i etykiet? Czy tylko na lepsze?
Bolesław Jasinowicz: To temat rzeka, ale z pewnością bardzo interesujący. Należałoby oddzielnie spojrzeć na zmiany zachodzące na świecie oraz te, które dokonały się w Polsce. Można je oceniać przez pryzmat jakości druku, parku maszynowego lub nowych wymagań odnośnie do opakowań i związanych z tym dyrektyw.
Muszę powiedzieć, że przez te lata świat druku i opakowań bardzo się zmienił. Zwłaszcza w Polsce, w bardzo krótkim czasie, osiągnęliśmy ogromny sukces i wypracowaliśmy wysoką jakość. Opakowanie i etykieta stały się nieodłącznym elementem marketingu i sprzedaży produktu i, mam nadzieję, nie nadejdą czasy, gdy element opakowania będzie wyświetlany wyłącznie na kolorowych monitorach, zaś produkt będzie dostarczany lub wydawany z automatu w białym, zastępczym opakowaniu bez zadruku.
Popieram rozwiązania ekologiczne, wprowadzanie monomateriałów i ograniczanie ilości kolorów. Jednak gdy obserwuję wprowadzane dyrektywy z całą masą towarzyszących im dokumentów, zaczynam się zastanawiać, czy już wkrótce tych świadectw, deklaracji i specyfikacji nie będziemy drukować więcej niż samych opakowań. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, a etykieta i opakowanie będą jeszcze długo niezbędną częścią produktów, czego sobie i Państwu życzę.
Dziękujemy za rozmowę.